Moje recenzje, moje opinie, moje doświadczenia, moje rady- dla ciebie, czytelniku
poniedziałek Maj 1st 2017

Polub mojego bloga na facebooku. Szybciej dowiesz się o nowościach!

tumblr_lkppkbvjuw1qbzlfao1_500.jpg

Top Blog

Praca bez wykształcenia i doświadczenia? Ależ oczywiście!

Hahaha, jaaasne. Wolisz zmywak, czy może jednak preferujesz spożywczy?

Wiem, że mocno uogólniam, ale błagam was…Oczekiwania pracodawców poszukujących pracowników są ostatnimi czasy tak wygórowane w porównaniu do marnych 8zł za godzinę. Czy na prawdę wydaje się wam, że ktoś z doświadczeniem czy wykształceniem w danym kierunku pójdzie na taki wyzysk? Tak, pójdzie, jeśli jest zdesperowany i naprawdę nie ma wyjścia bądź przymiera głodem, a jedyną kanapką jaką je na śniadanie jest bułka  z chlebem.

Ja rozumiem, że praca jako sprzedawca ( a nie przepraszam, jak to drodzy pracodawcy nazywają „profesjonalny doradca klienta”) wymaga jakichkolwiek zdolności interpersonalnych. Jest to jednak zdolność, którą bardzo łatwo sprawdzić podczas krótkiej rozmowy bądź kilku godzin próbnych. SO HARD?! Wiadomo, że pracodawców nie obchodzi los biednych studentów, którzy nie mają gdzie zdobyć doświadczenia. Lepiej ich olać i czekać. A nóż widelec trafi się jakiś frajer co z przyczyn tylko jemu znanych zgodzi się na 1200zł miesięcznie. Chociaż…co ja gadam. Przyczyny są jasne! Nigdzie indziej pracy nie znajdzie, a to że posiada jakieś tam doświadczenie plasuje go na idealnej pozycji doradcy klienta, popychadła sklepowego numer jeden. 

CONGRATULATIONS! YOU WON A LOTERY TICKET!

499_zl_z_2500_zl_za_6-godzinne_szkolenie_dla_pracownikow_zajmujacych_sie_w_sklepach_obsluga_klientow_ekspedientki__sprzedawcy__doradcy_organizowane_pr-117501-1-b

Super kumulacja! Dzisiaj do wygrania praca twoich marzeń! Wybieraj, przebieraj, zarabiaj miliony:

1. Dbasz o swoje paznokcie? Manicure wykonujesz z zamkniętymi oczami? Praca na zmywaku już na Ciebie czeka! Skórki odmokną Ci tak, że ich wycinanie nie będzie już potrzebne, a lakier do paznokci odpadnie po dwudziestu minutach! Na co jeszcze czekasz? Zapraszamy!

2. Nie lubisz porannego wstawania? Jesteś śpioszkiem? Mamy idealną pracę dla Ciebie studencie! Możesz zarabiać nawet 20zł/h jako konsultant telefoniczny naszej renomowanej firmy „Nękamy wszystkich naszymi codziennymi telefonami COMPANY”. Jedyne co musisz zrobić to usunąć na bok swoje poczucie jakichkolwiek wartości i wciskać biednym staruszkom naszą najlepszej jakości bezodpływową wannę (wodę możesz odessać słomką) oraz bezdrzwiowy prysznic (będziesz miał w domu swój własny basen).

3. Umiesz gotować, prasować, prać i sprzątać trzymając pod pachą dziecko, a w zębach psa? Jesteś idealną kandydatką na nianię dla naszego kochanego szkraba! Wymagamy 10 letniego doświadczenia popartego referencjami od wszystkich poprzednich pracodawców. A to wszystko za niebanalną stawkę 7zł za godzinę :) Tak nisko cenimy bezpieczeństwo naszego malucha!

A podsumowaniem tej fantastycznej trójki jest umówka śmieciówka :) FANTASTIC! 

dziecko-R1

To tylko kilka przykładów moich ulubionych ogłoszeń. Ja czytam je właśnie w ten sposób i tylko śmieję się w duchu. Chociaż jest to raczej śmiech przez łzy, bo praca by się przydała. Patrząc jednak na to co się dzieje w naszym kraju i jak jesteśmy traktowani jako ludzie wchodzący na rynek pracy mam jedynie ochotę wyemigrować gdzieś daleko. Na przykład hmmm…gdzieś gdzie żyją pingwiny. Ich życie jest duuużo prostsze. Myślę, że mogłabym się przystosować. Przynajmniej od ukochanego pingwina dostałabym najładniejszy kamyk na całej plaży. Nie no, teraz już wychodzi ze mnie zgorzkniałość z powodu braku faceta. To co ja mam w życiu? Pracy nie mam, faceta nie mam. Ahhh, szkoda gadać.

Cały wpis ma charakter humorystyczny, ale mam nadzieję, że wyłapaliście w całym tym słowotoku ogólny sens. 

Pozdrawiam, bezrobotna, jedząca na śniadanie „jeszcze” bułkę z szynką, Anonimowa Pierdoła! :)

Jestem biała ciałem, czarna duszą!

Jestem rodowitą Polką. I co z tego? Czuję się obywatelką ŚWIATA. 

one-people-one-world-one-love-steel-fridge-magnet-cv--9983-p

 

Moje serce tańczy do afrykańskich i jamajskich rytmów i dobrze mi z tym. Nie wyobrażam sobie życia i codziennego funkcjonowania bez tej muzyki. Dancehall, reggae, hip-hop. To te rytmy sprawiają, że odbieram świat w dużo bardziej kolorowych odcieniach.

Przy pierwszym odbiorze dancehall albo się spodoba albo nie. Albo pociągnie kogoś porządnie za uszy albo nie. Wiadomo, kwestia gustu. Dancehall powstał poprzez modyfikację i przyspieszenie reggae. Tej muzyki nie trzeba rozumieć, trzeba ją czuć. 

Jeśli od pierwszych nut muzyki czujesz, że nogi same zaczynająsię poruszać w rytm, albo chociaż kiwasz lekko głową…..to znaczy że ją czujesz. 

Kiedyś słuchałam rocka, metalu itp., itd…. Mój gust jednak diametralnie się zmienił w przeciągu ostatnich 3-4 lat. Nie mogę jednak porównać odczuć jakie wywoływała we mnie tamta muzyka z tymi które wywołuje ta. Znalazłam coś swojego w życiu. Nie jest to ani umiejętność, ani nie jest to żaden talent. Jest to coś mojego. Coś co uwielbiam, coś co zawsze poprawi mi humor lub potowarzyszy w gorszych dniach.

Gdy traficie na takie swoje, będziecie wiedzieli. Życzę wam tego i jak zwykle serdecznie pozdrawiam. Bez względu na to czego słuchacie ;)

Anonimowa Pierdoła. :)

 

Jak pozbyć się trądziku?- Dermatolog czy Kosmetyczka? (Aknenormin- kuracja przeciwtrądzikowa)

Odpowiedź brzmi…...DERMATOLOG! Tylko i wyłącznie!

dermatolog

Przez kilka lat zmagałam się z trądzikiem, który może nie był bardzo widoczny, jednak dla mnie niemiłosiernie uciążliwy. Tak to jest, niby ludzie z którymi się przebywa nawet za bardzo nie zauważają różnych szczegółów związanych z naszym wyglądem, ale nam samym to przeszkadza i wydaje nam się, że ta wstydliwa rzecz rzuca się w oczy. A wcale tak nie jest.

Wiadomo oczywiście, że są osoby, które zmagają się z naprawdę uciążliwym i intensywnym trądzikiem, który nie znika, a wygląd skóry wcale się nie polepsza.

Czytając fora internetowe, zauważyłam, że większość osób chciałoby wyleczyć się z trądziku ponosząc przy tym jak najmniejsze koszty leczenia. Jak najbardziej to rozumiem, bo sama na początku szukałam, czegoś taniego i zarazem skutecznego. Niestety, kremy, toniki czy inne żele nie wyleczą cię z trądziku na zawsze. Mogą go ewentualnie zaleczyć lub lekko zmniejszyć jego intensywność. Nie wydaje mi się jednak, żeby satysfakcjonowało to w pełni każdego (tym bardziej kogoś kto boryka się z tym problemem przez długi czas).

Gdy byłam młodsza chodziłam do kosmetyczki na oczyszczanie twarzy. Tragedia.  Nie dość, że zabieg bolesny to twarz po zabiegu wygląda jakby cała została pogryziona przez komary. Od kosmetyczki do domu dzieliła mnie odległość około 1,5 km. Wracałam piechotą, bo nie było sensu czekać na autobus. Po pierwszej takiej wizycie już wiedziałam, żeby na każdą następną zabierać ze sobą bluzę z wielkim kapturem lub ogromy szal. Twarz zakryta jak najbardziej się tylko dało i można było śmigać do domu. Najgorsze jednak było to, że kilka dni po zabiegu twarz wracała do „normy” i znowu trzeba było zastanawiać się nad kolejną wizytą.(po niektórych zabiegach zostawały niewielkie blizny na twarzy) Także odradzam takie zabiegi kosmetyczne, a już zaraz piszę wyjście dużo lepsze i długotrwałe.

W pewnym momencie, trądzik zaczynał tak bardzo psuć mi humor, że postanowiłam wybrać się do dermatologa. Był to dermatolog w prywatnej przychodni, ponieważ był sprawdzony i polecany przez wiele osób. Pani doktor najpierw zaleciła mi lecenie Tetracykliną (antybiotyk), która niestety nie przyniosła długotrwałych i zadowalających skutków. Następnie otrzymałam receptę na lek, który uratował mnie od trądziku na zawsze! Lek nazywa się Aknenormin i z tego co słyszałam jest wiele odmian tego leku o różnych nazwach, ale o tym samym działaniu.

Przyjmuje się go przez około 8 miesięcy. Koszt tych tabletek to około 140 zł za 60 tabletek po 20 mg. Leczenie nie jest tanie, ale daje wspaniałe efekty. Ja upragniony efekt zupełnie gładkiej twarzy uzyskałam już po 3 miesiącu. Nie wiem jednak jak by to było w waszym przypadku, ponieważ wszystko zależy od intensywności trądziku.  W czasie okresu przyjmowania leku co około 2 miesiące należe robić badania krwi (na wątrobę, cholesterol i inne, nie pamiętam dokładnie niestety) oraz badanie krwi B-Hcg (badanie ciążowe). Wszystko po to aby kontrolować nasz organizm. Co najważniejsze, kobieta przyjmująca lek, nie może zajść w ciążę ponieważ lek uszkodzi płód. Dziecko albo nie przeżyje albo urodzi się np. bez rączek czy bez nóżek. (nie powinno uprawiać się seksu zabezpieczając się tylko prezerwatywą). Jeszcze jednym minusem leku jest to, że wysusza usta i skórę. Wystarczy jednak używać dobrych kosmetyków- kremów, maści itd., a nie będzie to dla nas większym problemem.

Z dokładnym opisem leku, przeciwwskazaniami oraz ewentualnymi efektami ubocznymi można zapoznać się w internecie lub klikając w zdjęcie poniżej:

0031002234674

Tutaj możemy zobaczyć  co wpływa na trądzik i dlaczego substancja zawarta w Aknenorminie leczy trądzik:

SAM_0820

A tutaj widzimy jakie efekty daje ten lek:

1457192006201275511

Po wszystkich moich doświadczeniach z trądzikiem i przetestowaniu wielu nieskutecznych metod mogę śmiało powiedzieć, że po stosowaniu Aknenorminu trądzik na mojej twarzy zniknął zupełnie. Ewentualnie pojawiają się pojedyncze wypryski, które są bardzo małe i szybko znikają.

Polecam konsultację z dermatologiem i rozpoczęcie odpowiedniej kuracji. Zrezygnujcie z oczyszczania twarzy u kosmetyczki.

Pozdrawiam, beztrądzikowa Anonimowa Pierdoła.

Strona Bloga na Facebooku! Zapraszam!

Zapraszam na stronę mojego bloga Anonimowe Pierdoły na Facebooku. Tam dużo szybciej dowiecie się o wszystkich nowościach na blogu. Tam znajdziecie również więcej informacji o mnie. Zapraszam do polubienia bloga na Facebooku oraz subskrypcji bloga tutaj.

 

Oto link do strony mojego Bloga na Facebooku:

Wystarczy kliknąć w ikonę poniżej

Facebook_logo2.png

 Zapraszam serdecznie wszystkich zainteresowanych!

Pozdrawiam, Anonimowa Pierdoła.

Conchita Wurst/ Thomas Neuwirth (Austria) – Eurowizja 2014 Dania- FENOMEN

Fenomen Conchity Wurts? W czym leży (według mnie)? Dlaczego wygrał/a Eurowizję 2014 w Danii? Poniżej znajdziecie kilka moich przemyśleń i wniosków związanych z całym wydarzeniem i wygraną Conchity. 

Conchita Wurst Eurowizja 2014 Dania Kopenhaga

 

Moja opinia na temat samego konkursu Eurowizja? Szczerze mówiąc, jest im on zupełnie obojętny. Nie jest mi jednak do końca obojętne to co się w okół niego dzieje, po wielkiej wygranej Conchity. 

Obejrzałam w tym roku kilka występów, w tym właśnie występ Thomasa Neuwirth. 

Od kilku lat odnosiłam wrażenie, że Eurowizja przedstawia minimalną wartość muzyczną, czy artystyczną. Przedstawiane były przez „artystów” albo piosenki typowo eurowizyjne, których nie da się już słuchać, a tym bardziej trudno większość z nich w ogóle rozróżnić, albo jakiś totalny cyrk mający na celu zwrócenie uwagi na dany występ.

Można by pomyśleć, że występ (show) Conchity łączył w sobie i jedno i drugie. Wszystko jednak zależy od naszego spojrzenia i na występ i na artystę.

Prawdę mówiąc, piosenka niby typowa dla Eurowizji, ale z drugiej strony…hmmm...miała w sobie to coś, dzięki czemu zapewne wygrała. Było w niej wiele emocji różnego rodzaju, na które wpłynęła muzyka, głos artysty jak i cała oprawa występu (głównie chodzi mi o oświetlenie i obrazy wyświetlane w tle). Wszystko było tak bardzo ze sobą spójne, że nie mogłam przez te 2-3 minuty oderwać wzroku od ekranu telewizora. A zaznaczam, że taka muzyka w ogóle nie leży w moim guście muzycznym, czy jakichkolwiek upodobaniach. Jednak jak widać to emocje, które dany utwór niesie ze sobą, wpływa na to czy nam się podoba, czy też nie.

Kontynuując, to co działo się po wygranej Austriaka na portalach społecznościowych i w telewizji było i jest przerażające. Słysząc w telewizji dziecinne słowa pana Pospieszalskiego, zaczęłam zastanawiać się w jakim kraju ja żyję. Jestem naprawdę tolerancyjną osobą, tak, że chyba bardziej się nie da. Wiele rzeczy potrafię zaakceptować, a już na pewno nie mam zamiaru wtrącać swojego nosa w te które mnie nie dotyczą. Ale nie! W naszym, podobno bardzo tolerancyjnym kraju zawsze znajdzie się jakiś pajac ( i to niestety nie jeden), który uważa, że może mieć wpływ na cały świat i ma prawo wygłaszać opinie tak obraźliwe, że smutno się robi. Szczególnie, że słuchając takich wypowiedzi widać jakim ta osoba jest ignorantem i jak kreuje siebie na Boga naszego kraju ( a może i całego świata), myśląc, że może rządzić wszystkim i wszystkimi. 

Jestem ateistką i dlatego nie chcę aby jakikolwiek kościół, tylko dlatego, ze jest większością w tym kraju decydował o moim życiu.

Tak samo osoby heteroseksualne, nie powinny rządzić życiem osób homo czy biseksualnych, tylko dlatego, że są większością.

Conchita Wurst prawdopodobnie postawiła wszystko na jedną kartę. Ryzyko, które się opłaciło. Patrząc na kontrowersję, jaką wzbudził jej występ (która może i była zamierzona) mogła albo wygrać (tak jak się to stało), albo przegrać z kretesem lądując na ostatnim miejscu. 

Powidziam Thomasa Nauwirtha (Conchitę Wurts) za odwagę wyrażania siebie. Podniesienie ręki ze statuetką w dłoni mówiąc: „We are unstoppable” moim zdaniem było wyrażeniem radości jak i nadziei na to, że nasz świat się zmienia. Staje się bardziej tolerancyjny i gotowy na inność. Artysta mimo swojego wielkiego talentu wokalnego, został oskarżony o wygranie konkursu tylko ze względu na wygląd. Ludzie! Macie jeszcze jakikolwiek słuch?! 

Dlatego wstawiam poniżej link do jego występu z tegorocznej Eurowizji w Kopenhadze, w Danii:



Mam jedną radę dla głuchych ignorantów. Dajcie ludziom żyć ich własnym życiem. Jeśli coś wam się nie podoba to wyrażajcie swoje opinie chociaż w sposób minimalnie inteligentny i kompetentny. 

A i jeszcze jedno. Na każdym pilocie telewizora istnieje na górze taki mały niewinny, czerwony przycisk. Służy do wyłączania telewizora jeśli coś się komuś nie podoba. Polecam.

Zażenowana poziomem toleracji i głupotą swojego kraju, Anonimowa Pierdoła. 

(Napisałam również wiadomość na facebooku do Conchity Wurst o treści: Hi, I loved your performance and I’m really happy that you won Eurovision. You have a huge talent. I’m from Poland and I have a blog. I wrote a short article about you, your performance and about what happens in Polish media after your winning. (unfortunately in polish language) You caused a lot of controversion in our country and I’m proud that there are still people like you in the world who are not afraid to speak their minds and fight for real freedom of being yourself. I send you greetings and congratulations! Here’s a link to my article:
http://anonimowepierdoly.blog.pl/2014/05/14/conchita-wurst-thomas-neuwirth-austria-eurowizja-2014-dania-fenomen/
)

Nie liczę na odpowiedź, czy jakikolwiek odzew, mam jednak nadzieję, że chociażby przeczyta wiadomość i dowie się, że w Polsce są ludzie tolerancyjni, którzy potrafią docenić prawdziwy talent. 

Toksyczny związek- czyli jak idealnie wygląda na początku

9f58f07f7223137da48157fe4b9875ea

Zaczyna się całkiem normalnie. Przynajmniej jak na te czasy. 

Pewnie zauważyliście pewną tendencję dzisiejszych czasów. Nie jest to oczywiście reguła. Ludzie poznają się w klubach, pubach, barach, na koncertach. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to od czego te relacje się zaczynają…

Nie zaczynają się od poznania się, zrozumienia, dotarcia się w różnych aspektach naszego życia. Często niestety zaczynają się od razu od głębokiego zauroczenia (bo nie można tego od razu nazwać uczuciem). Chociaż zauroczenie to też jakieś uczucie. Hmmm, może trzeba nazwać to inaczej. Zaczynają się od zauroczenia, nie od MIŁOŚCI. Miłości to DUŻE słowo. Moim zdaniem kochać można kogoś, kogo naprawdę się zna. O kim wiesz praktycznie wszystko i jesteś z nim bardzo blisko. Kurcze, zrymowało się.

Ale dobra, dobra, dalej. 

Takie związki z perspektywy osób trzecich mogą wydawać się wprost idealne. Czasem nawet zbyt idealne, żeby to mogło być prawdziwe. Single z tej perspektywy mogą odczuwać nawet lekką zazdrość, że to nie ich trafiła strzała amora, tak silna i intensywna. Patrzą i nie wierzą, że tą idealną osobę można spotkać w tak przypadkowym miejscu i tak szybko się zakochać. 

Oczywiście MY (mówię tu właśnie o wszystkich, którzy doświadczyli takiej sytuacji z perspektywy osoby trzeciej, czyli również mówię tu o sobie) widzimy cały związek tych dwóch osób z zewnątrz. Nie widzimy do końca co dzieje się wewnątrz. Jak dokładnie wyglądają relacje tych ludzi, gdy są sami, gdy spędzają czas tylko we dwoje. 

Niestety tak duże zauroczenie doprowadza czasami do sytuacji, w której zakochani (zauroczeni) odcinają się prawie zupełnie od osób trzecich (czyli nas). Ja najpierw nie zwracałam na to uwagi. Rozumiałam, że dopiero się poznają i potrzebują na to czasu. Jednak cały czas zastanawiało mnie czemu muszą widywać się codziennie. Przecież nie goni ich czas. Kiedy zaczęli się spotykać nawet po dwa, trzy razy dziennie zaczęłam się martwić. Martwić dlatego, że jedną osobą z tego związku była moja wieloletnia przyjaciółka. 

Co wiązało się z ich nieodłącznością? Jak się domyślacie wiązało się to, że i ja zmuszona byłam poznać jej partnera. Muszę przyznać, że go polubiłam. Nie wiem, czy z własnej woli, czy przez wymuszenie. Wydawało się (przynajmniej damskiej części tego związku, czyli mojej przyjaciółce), że lepiej być nie może. Ma wspaniałego faceta, z którym spędza prawie każdą chwilę swojego życia, on dogaduje się z jej znajomymi. No po prostu jest idealnie. 

A ja zastanawiałam się tylko kiedy zaczną we dwoje załatwiać się w toalecie i nawzajem się podcierać… 

Związek rozwijał się bardzo szybko przez to że był bardzo gęsty. Gęsty w sensie ilości spotkań, ale nie tylko. Gdy nie było spotkań, były smsy. Nie wiem do jakich ilości dochodziły, ale na pewno musiały być ogromne. Licząc, że dzień ma około 12-14 godzin, a smsy przychodziły co minutę lub dwie można by przypuszczać że dziennie mogło dojść w przybliżeniu do około 600 smsów. Przegięcie. Przynajmniej jak dla mnie. 

Wszystko w tym związku poszło za szybko. A już na pewno za szybko obnażyli przed sobą swoją intymność. Żebyście tylko nie pomyśleli, że jestem zakonnicą. Nie, nie czekam z seksem do ślubu, ale też nie rozdaję swojej intymności na lewo i prawo. Myślę, że jest to u mnie całkiem naturalnie wyważone.

Związek zaczął się powoli rozklejać kiedy facet zaczął już tak bardzo ją osaczać i przyklejać się do niej jak rzep. Chciał wiedzieć wszystko o wszystkim i o wszystkich. Co robi, kiedy,  z kim i dlaczego. Musiała rozliczać się z nim z całego swojego życia. Dosłownie.

W tej sytuacji najbliżsi zaczęli wkraczać do akcji. W tym właśnie ja. Pomyślicie pewnie, że się wtrącałam w nie swoje sprawy. Nie, ja tylko starałam się z nią rozmawiać i pokazać jej jak ta ich relacja wygląda z mojej strony. Te rozmowy trochę pomogły, ale uczucie nadal było zbyt silne.

Nadszedł czas powolnego rozpadu. Z czego osoby trzecie (nie mówię tylko o osobie) zaczynały czerpać radość, że może nastanie kres tego toksycznego związku. 

SĄ RAZEM…NIE, JUŻ NIE SĄ….A NIE, JEDNAK SĄ, NIE WYTRZYMALI….TAAK, ZERWALI….NIE, NIE WRÓCILI DO SIEBIE….ZERWALI….JEDNAK NIE DO KOŃCA…..JEDNAK ZERWALI….KURCZE, WRÓCILI DO SIEBIE….

I tak przez grube kilka miesięcy. Okazało się, że nagłe zerwanie i zaprzestanie spotkań i jakiegokolwiek kontaktu nie miało szans na przetrwanie. Uzależnienie od siebie spowodowane codziennymi kontaktami sprawiło, że trudno było to wszystko zakończyć. 

Na nieporozumienia wpłynął też fakt niepełnej szczerości obu stron wobec siebie, dlatego wina niepowodzenia tego związku leżała po obu stronach. 

Teraz związek już trochę się rozszedł. Widują się od czasu do czasu, ale nie można już chyba tego nazwać związkiem. To było chyba jedyne wyjście z sytuacji. Żeby facet z czasem uświadomił sobie, że mimo spotkań nie jest to już związek. 

Najgorsze było to, jak bardzo ta relacja wpływała na wszystkich wokoło. Zamiast zajmować się własnym życiem, wszyscy żyli ich związkiem. Wcale nie z własnej woli. Wszystko przez to, że byliśmy w niego non stop wciągani. I z jednej i z drugiej strony. 

Jest już dużo lepiej. Najgorszy okres już minął i mam nadzieję, że już nigdy nie wróci. 

Nie chciałabym się kiedykolwiek wpakować w coś takiego. Ale tak naprawdę, to jak wyczuć te pierwsze symptomy toksycznego związku? Może ktoś z was coś takiego przeżył i chciałby się podzielić w komentarzu jakimś swoim doświadczeniem? Zapraszam.

Ja od siebie powiem tylko, że trzeba dużo rozmawiać. I będąc związku i będąc osobą trzecią. Trzeba rozmawiać ze swoją przyjaciółką/przyjacielem, tylko po to aby mógł dostrzec zewnętrzne aspekty, których będąc wewnątrz nie dostrzega

Na uzależnienie, najlepszy jest detoks. 

Pozdrawiam nietoksycznie, Anonimowa Pierdoła :)

Ogołocono mnie z depresji- czyli mini poradnik dla smutasów

Lubię siebie!Dzień dobry wszystkim czytającym moje bazgroły. 

Znów powrót po baaardzo długim czasie. Już nie będę się z tego tłumaczyć rozwlekłymi wywodami. Po prostu teraz piszę tylko wtedy kiedy tego potrzebuję i kiedy mam coś do powiedzenia.

Tak jak w tytule, chciałam wam opowiedzieć jak wróciłam do psychicznej formy sprzed kilku miesięcy. Trochę niżej znajdziecie mój „mini poradnik dla smutasów”.

Jeśli ktoś czytał poprzedni post, który mówił o moim chwilowym, życiowym upadku, prawdopodobnie zrozumie, że proces powstania z tego upadku do prostych nie należał.

Nawet nie wiem kiedy zaczęłam wracać do żywych. Co było tym malutkim impulsem, który sprawił, że w ogóle miałam ochotę aby się podnieść.

MAM! Właśnie pisząc teraz ten post zdałam sobie sprawę, że tym impulsem mógł być właśnie poprzedni post. Rozliczyłam się w nim po części z tego okresu mojego życia. Może właśnie potrzebowałam przelać moje myśli i uczucia na „papier”. Widocznie nie potrzebowałam rozmowy, co pociągnęło by za sobą masę rad i prób wyciągnięcia mnie ze złego samopoczucia. Chyba wystarczyło zapisanie swoich rozważań i przeczytanie ich. Dzięki temu miałam możliwość spojrzeć na nie trochę z drugiej strony, od zewnątrz. Czytając tamten post, patrzyłam trochę na niego jak gdyby był napisany przez kogoś innego, co umożliwiło mi dostrzeżenie błędów tej osoby, czyli w rzeczywistości mnie…

Jak sami widzicie, zamiana myśli w słowa, może pozytywnie wpłynąć na nasz sposób myślenia. Wiele można się o sobie dowiedzieć. Ja szczerze mówiąc byłam w ciężkim szoku, gdy dostrzegłam jaka naprawdę jestem lub byłam.

Nie chcę jednak rozwodzić się zbytnio nad tym co było. Wiem na pewno, że nareszcie zaczynam co raz bardziej akceptować siebie. Przestaję patrzeć na swoje wady, czy to fizyczne, czy psychiczne. Lubię siebie. W końcu.

Trzeba sobie zdać sprawę, że nieważne jacy jesteśmy, nie możemy być kimś innym. Musimy zaakceptować samego siebie. W innym wypadku zawsze będziemy nieszczęśliwi. Poprzez niską samoocenę, będziemy zadręczać się wszystkimi niepowodzeniami, zamiast jak najszybciej je rozwiązać , zapomnieć i ruszyć dalej.

Opowiem wam w takim razie jak w ostatnim czasie „ogołocono mnie z depresji”. Tak naprawdę pomogło mi zaakceptowanie w pełni otaczającej mnie rzeczywistości. Jak to się mówi, żeby coś zmienić, trzeba zacząć coś zmieniać. Innego wyjścia nie ma.    Na nowo zaczęłam spotykać się ze znajomymi, poznawać nowych ludzi. Pracuję, a od października zaczynam nowe studia. Już nie żałuję porzucenia poprzednich. Teraz wiem, że to był dobry wybór. Czy nowe okażą się tym co naprawdę chcę robić, tego nie wiem. Jeśli nie spróbuję i nie postawię wszystkiego na jedną kartę to na pewno się nie dowiem. Czasem trzeba zaryzykować. Możemy ponieść porażkę, ale możemy też osiągnąć sukces. Zawsze jest lepiej spróbować to sprawdzić. Kiedyś nie zdawałam sobie z tego sprawy. Myślałam, że gdy coś zawalę, gdy coś przerwę to świat się skończy. Na szczęście tak nie jest, życie nie kończy się na nauce i pracy. To otaczający nas ludzie i to ile radości i ile wspaniałych, nawet najmniejszych chwil wnoszą w nasze życie naprawdę ma znaczenie. Zrozumiałam to i to się dla mnie teraz najbardziej liczy. To, że zyskałam tego pełną świadomość. 

MINI PORADNIK DLA SMUTASÓW:

1. Jeśli jesteś smutny i niezadowolony z tego co się dzieje w twoim życiu, czytaj dalej.

2. Jeśli nie jesteś smutny i jesteś zadowolony ze swojego życia, czytaj dalej (nawet po to, żeby zrozumieć innych, którzy borykają się z takimi problemami)

3. Jeśli wybrałeś punkt 1, zapisz wszystkie swoje przemyślenia i uczucia dotyczące najbardziej dręczących cię w tym momencie spraw.

4. Przeczytaj swoje zapiski.

5. Jeśli jeszcze nie do końca możesz wyciągnąć z nich głębszy sens, odczekaj trochę. Przeczytaj notatki za tydzień lub dwa.

6. Postaraj się czytać zapiski jak byś czytał myśli innego człowieka.

7. Pomyśl co byś mu w tej sytuacji doradził, bądź jakbyś się zachował. (również możesz to zapisać)

8. Teraz postaraj się wdrożyć swoje rady we własne życie.

9. GOTOWE

Nie twierdzę oczywiście, że każdemu to może pomóc w każdej sytuacji. Mi bardzo pomogło, dlatego może chociaż kilkorgu z was również pomoże. A to już zawsze jakiś sukces. I mój i wasz.

Mam nadzieję, że ten post da do myślenia chociaż jednej osobie, która go przeczyta i która była w podobnej sytuacji jak ja.

Właśnie dlatego piszę tego bloga. Dla siebie, jak i dla was.

Jak zwykle pozdrawiam, (już całkiem żywa) Anonimowa Pierdoła :)

 

Odkrywanie Siebie w nieskończoność- czyli upadek i powstanie

Wróciłam! Po raz kolejny i jak zwykle nie mam pojęcia na jak długo… Zmagałam się przez ostatnie kilka miesięcy z tak wieloma sprawami, i tymi prostymi i tymi mocno przytłaczającymi. Doprowadziło mnie to do stanu, w którym zupełnie odcięłam się od rzeczywistości. Co dostrzegam niestety dopiero teraz, z perspektywy czasu. Wszystko co wpływało na stan mojej psychiki rozwijało się samoistnie, działo się trochę poza mną, choć przyznam, że na niektóre sprawy mogłam mieć większy czy mniejszy wpływ. Jednak po pewnym czasie chyba już tego nie chciałam.

Wydawało się wtedy, że wszystko już tak się poplątało, że bardziej się nie da. Oszukiwanie samej siebie ani trochę nie pomogło, na pewno nie długookresowo. Pomagało w danej chwili. Podnosiła na duchu świadomość, że niczego już od siebie nie oczekuję, że nic nie muszę, a oczekiwania innych obchodzą mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, albo i ten sprzed dwóch lat. A przecież dobrze wiedziałam, że jeśli wszystko tak bardzo i masywnie się nawarstwi to będzie musiało w końcu runąć na mnie ze zdwojoną siłą. 

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-images-depression-image16017849

Nie potrzebowałam już pomocy ze strony bliskich, a tym bardziej ich wsparcia. Wolałam odtrącić od siebie grono tych najbliższych mi ludzi, aby móc samotnie pogrążyć się w swoim życiowym bałaganie. I to właśnie był gwóźdź do mojej trumny. 

Odtrącałam ludzi praktycznie w pełni świadomie, a mój umysł jakby zaślepiony natłokiem problemów, wmawiał mi jak bardzo nikogo nie obchodzę. Wiadomo, do pewnego czasu rodzina i znajomi starali się nie dopuścić do mojego odsunięcia się od nich. Niestety, nawet najbardziej wytrwały koń wyścigowy padnie przekraczając barierę swojej siły i możliwości. Tak właśnie się stało. Moje konie wyścigowe zaczęły odpuszczać widząc jak meta nieubłaganie się oddala nie pytając ich o zdanie.

Bo przecież ile można brnąć w to samo. Błagać kogoś, prosić… Za każdym razem widząc jak kończy się to tym samym. Odwróceniem czterema literami i sypnięciem piaskiem w oczy. Nikt by tego nie wytrzymał na dłuższym dystansie.

Nie będę rozpisywać się na temat przyczyn moich problemów jak i samej ich istoty. Nie to jest tutaj ważne. Ważne jest to, jak bardzo człowiek potrafi się zmienić, jak bardzo diametralnie potrafi przestawić się jego psychika adaptując się do nowych bodźców i warunków, w których musi lub chce funkcjonować. 

Naprawianie błędów i powrót do żywych, po dość długim odcięciu od świata wymaga ponownego zbudowania wszystkich relacji. Nawet nie tyle relacji, co poukładania samego siebie. Od początku, zaczynając od pierwszej, najmniejszej cegiełki. Kończąc wcale niekoniecznie na ostatniej. Ostatnią cegiełkę można postawić będąc w pełni przekonanym, że wie się kim się jest, znalazło się swoje miejsce we wszechświecie i jest się pewnym, że nic by się w swoim życiu nie zmieniło.

Ja takiej ostatniej cegiełki nie postawię NIGDY. Nie dlatego, że twierdzę iż nigdy nie odnajdę siebie. Po prostu stawiając taką ostatnią cegiełkę, czułabym rozczarowanie, że poznałam siebie w pełni i nie mam już nic nowego do odkrycia. 

Życzę wam, żebyście poznali siebie jak najbardziej jest to możliwe, mając jednak możliwość poznawania siebie w nieskończoność.

Pozdrawiam, Anonimowa Pierdoła.

One Love Sound Fest 2013 !!!!!!!!!

Już się nie mogę doczekać. 23 LISTOPADA 2013 odbędzie się ONE LOVE SOUND FEST! Odbywa się we Wrocławiu w Hali Stulecia na Ul. Wystawowej 1.

Osoby, które interesują się muzyką reggae bądź dancehallem na pewno już od dawna o tym wiedzą, ale piszę post dla tych którzy nie wiedzą, zapomnieli lub chcieliby posłuchać takiej muzyki.

Będą wykonawcy z Polski i nie tylko. Oto cały spis wykonawców tego wieczoru:

Na scenie głównej wystąpią:

- Gentleman & The Evolution (Niemicy)
- Misty in Roots (Wielka Brytania)
- Beenie Man (Jamajka)
- Raggasonic (Francja)
- Maleo Reggae Rockers (Polska)
- Ras Luta (Polska)
- Tabu (Polska)

Na scenie soundsystemowej natomiast wystąpią: 

- Congo Natty & Tenor Fly (Wielka Brytania)
- Mighty Crown (Japonia)
- Equiknoxx & Masicka (Jamajka)
- The Heatwave (Wielka Brytania)
- Bas Tajpan (Polska)
- Dancehall Masak-Rah (Polska)
- Splendid Sound (Polska)

Tak jak zaznaczyłam grubszą czcionką, to właśnie Ci artyści mnie interesują, innych również z chęcią zobaczę, ale ta dwójka jest mistrzowska i wręcz ich uwielbiam:

Beenie Man- znany na całym świecie, nie tylko w kręgach dancehallowych, uznawany za króla tego gatunku

Masicka- osiągnął sukces w bardzo młodym wieku, szybko się rozwija, nagrał już wiele świetnych kawałków i miejmy nadzieję będą kolejne, jeszcze lepsze

Bilety na festiwal do 31 października kosztują 90 zł, chyba że ktoś kupi jeszcze dzisiaj to załapie się na bilet za 80 zł.

Od 1 listopada natomiast bilety kosztowały będą już 100 zł, a w dniu festiwalu 130 zł. Dlatego im wcześniej się zdecydujecie i kupicie tym lepiej, a na prawdę warto!

Pozdrawiam i do zobaczenia na festiwalu, Anonimowa Pierdoła!

Szybki przegląd aktualnych wydarzeń- czyli, co u mnie i co niedługo na blogu!

Dawno nie pisałam o tym co się u mnie dzieje. Nie będę pisać o wszystkich, najmniejszych szczegółach, tylko o kilku głównych wątkach ostatniego miesiąca.

1. Wakacje niestety dobiegają końca, jeszcze dzisiaj ostatnia, większa impreza z grupą znajomych i od poniedziałku czas znowu wziąć się do roboty. Na szczęście kampania wrześniowa zakończona PRAWIE sukcesem. Nie zmienia to faktu, że to lepiej niż gorzej, więc nie narzekam. Kolejny rok studiów, kolejne przedmioty i oczekiwanie na kolejne wakacje. Chociaż najpierw będę czekać na Boże Narodzenie, Sylwester, moje urodziny, ferie, Wielkanoc itp., itd… Patrząc na ten rok pod tym kątem to wydaje się on być strasznie, krótki choć wcale taki nie jest. Jak jednak wiadomo, zleci szybciej niż się zorientuję i na to właśnie liczę. Tradycyjnie jak co roku jedynym moim postanowieniem w Sylwestrową noc będzie: „ŻADNYCH POSTANOWIEŃ”. Sprawdza się co roku i przynajmniej nie zaprzątam sobie głowy rozmyślaniem nad tym jak ów postanowienia wypełnić. Zero stresów i jedynie czekanie na to co przyniesie kolejny dzień. I do przodu!

2. Ahh, no tak, działo się działo i to dużo w ostatnim czasie w sferze rozwoju tanecznego i gimnastycznego, jeśli tak to mogę nazwać. Zwiększyłam częstotliwość zajęć, na które uczęszczam i trochę je urozmaiciłam. Dzięki czemu jest jeszcze ciekawiej, a w tygodniu dni szybko zlatują w oczekiwaniu na te właśnie zajęcia. Już kiedyś o tym pisałam, że tańczę dancehall, jednak te konkretne zajęcia związane są bardziej z rozciąganiem swojego ciała, nauką shake’ów w każdej możliwej pozycji do czego wygimnastykowane ciało jest jak najbardziej potrzebne i przydatne.

 

Pozostałe zajęcia związane są już tylko z rozciąganiem różnych partii mięśni naszego ciała. Na prawdę, jeśli wydaje wam się, że szpagat jest rzeczą niemożliwą, i że na pewno nie da się go nauczyć w 2 miesiące to zapraszam na tego typu zajęcia, zadziwicie same siebie! Wierzcie lub nie, ale ja nadal jestem w szoku co potrafię po tak krótkim czasie ćwiczeń, a z natury wcale nie jestem wygimnastykowaną osobą. Polecam, polecam! Im wcześniej zaczniecie tym lepiej, nie róbcie wymówek tylko podnieście tyłki i zacznijcie ćwiczyć!

Moja grupa taneczna już niedługo wystąpi na pokazie tanecznym z naszym nowym układem, którego uczymy się dopiero od miesiąca. Jest w nim kilka ciekawych akrobacji, świetna muzyka, a cały układ jest bardzo efektowny. Już nie mogę się doczekać samego występu jak i opinii widowni na temat całego pokazu!

3. W sferze rodzinnej też trochę się ostatnio zadziało. Co wcale bardzo mnie nie cieszy, ponieważ dużo zadziało się raczej spraw negatywnych. Mój rodzic jest poważnie chory, jest już po operacji, nie wiadomo na razie jak to się wszystko dalej potoczy, ale ja jak zawsze jestem pozytywnej myśli i nie chcę się nad tym zbytnio rozwodzić nawet tutaj na blogu.

Dlatego zmieniam temat i przechodzę dalej. Moja bratanica szybko rośnie i przybiera na wadze. Aż miło patrzeć. Widuję ją minimum co tydzień i cieszę się, gdy jest u nas i kiedy mogą zabrać ją na spacer. Czekam już tylko aż jeszcze trochę podrośnie, zacznie chodzić, mówić i będę mogła zabierać ją w dużo ciekawsze miejsca.

Chciałam opisać tylko kilka spraw z ostatnich miesięcy, nie chciałam pisać o wszystkim co się działo, wolałam ująć wszystko bardziej ogólnie.

Po rozmowie z moją bratową, która jak wynika z tego co pisałam wcześniej, jest matką kilkumiesięcznej dziewczynki, a więc niedawno była w ciąży, przeszła cesarkę a teraz zmaga się ze wszystkimi przeciwnościami losu jakie młoda matka może napotkać- postanowiłam napisać w najbliższym czasie post o tym, jak teraźniejszy świat (nie) jest przystosowany dla kobiet ciężarnych i młodych matek z dziećmi. Zapraszam niedługo do przeczytania tego postu, ponieważ wiele z was pewnie nawet nie spodziewa się co może was spotkać na drodze będąc w ciąży lub poruszając się po mieście z wózkiem i małym dzieckiem!

Pozdrawiam i zapraszam ponownie, Anonimowa Pierdoła (zaczynam myśleć, że mój nick nie brzmi zbyt kompetentnie i poważnie)

 Strona 1 z 5  1  2  3  4  5 »